Epilog
      Drodzy czytelnicy. Należy się wam koniec historii Sambora czyli naszego ukochanego Tomaszka, a ponieważ jest to historia niebanalna, nie kończy się pomyślnie, jak już zapewne wiecie...
      Tomek czuje się nienajlepiej, ale ciągle wierzy, że można, a my mobilizujemy go i siebie ze wszech sił. Wizyta w Katowicach nie przynosi mu pocieszenia, lekarze zwiększają dawki leków, aby zatrzymać objawy postępującej sklerodermii. Skutek jest jakby odwrotny, więc znów jedziemy i wracamy. Masują go specjaliści z Krakowa, koledzy a przede wszystkim tata, ćwiczy sam i zdeterminowany wysyła listy, szukając kogoś, kto mu pomoże. Ma coraz większe trudności z przełykaniem pokarmów i leków dlatego jest bardzo osłabiony, ale wierzymy, że znaleźliśmy wreszcie właściwych specjalistów. Znajomi "stają na głowie" i w końcu - kierunek Szwajcaria, brzmi opis na jego komunikatorze. Pełen nadziei godzi się się jeszcze raz pojechać do Katowic, gdzie mają go wzmocnić przed wyjazdem. W niedzielę dyktuje jeszcze bratu list do lekarzy z Katowic, w którym pisze o tym, co go "boli" i irytuje, jest pełen żalu, że cierpi, a oni zwlekają... Dziś, to dla nas jego nieformalny testament, który zamieszczamy poniżej.
Jedziemy na klinikę hematologii w poniedziałek rano. Tomek zostaje tam z tatą. Jest bardzo słaby, ale dzielnie znosi badanie przełyku, próbuje jeść, ćwiczy na rowerku. "Lekarze w Szwajcarii czekają" brzmi głos koleżanki w telefonie i na twarzy naszego synka pojawia się uśmiech. "Kocham Cie Mimka, kocham Cie Babuniu" - mówi we wtorek wieczorem przez telefon, woła swojego kochanego psa Tiago, a do brata wysyła sms i mówi: "Bardzo Cie kocham Braciszku". Próbuje zasnąć, ale nie może, więc tato przynosi mu fotelik, w którym zasypiał w domu. Zajmuje swoją ulubioną pozycję, przytula rękę taty do siebie i zasypiają obydwaj. Tata się budzi, Tomek śpi. Śpi snem wiecznym. Odszedł. Co się stało? Zapytacie. Jeszcze nie wiemy, ale obiecujemy, że dowiemy się i dopilnujemy, aby życzenie naszego Tomaszka zostało spełnione, aby inny chorzy mieli należytą opiekę i pomoc medyczną.
Tomeczka pochowaliśmy 29 sierpnia. Niebo nie wytrzymało, rozpłakało się, bo ... "Bóg się pomylił..."
Chcieliśmy na zakończenie tego "internetowego dziennika" napisać jeszcze kilka słów o naszym syneczku, każdy z nas tak, jak dyktuje mu serce, ale... dzisiaj jeszcze zwyczajnie nie umiemy. Zamieszczamy więc tylko ostatnie słowa, jakie nad jego trumną wygłosił brat "Piter", prosząc jednocześnie tych wszystkich, którzy znali naszego Tomaszka, aby napisali o nim coś od siebie (zdarzenie, rozmowę, gest...). Poskładamy te zapiski i w ten sposób wspólnie stworzymy epilog historii o naszym synu, bracie, przyjacielu a on dzięki temu pozostanie na zawsze w naszej pamięci... prawdziwy ŻYWY. Postaramy się także do strony tej dopisać w miarę możliwości informację dotyczące naszych poczynań związanych z "testamentem" Tomka, by potrzebującym i chorym jak on, udzielić wsparcia i pomocy. Wiemy, jak jest to ważne, dla tych, którzy pozostawieni są sami sobie w trudnych chwilach.
![]() |
![]() |


