Wyślij Samborowi maila

[ kontakt ... ]



Fundacja Przeciwko Leukemii

Strona Medigenu Strona Medigenu

Stowarzyszenie "KROPLA"

Stowarzyszenie Chorych na Białaczkę

Stowarzyszenie Chorych na Białaczkę

Szkoła Windsurfingu

Szkoła Windsurfingu

mój Braciszek


      Chciałem Wam napisać coś o moim Braciszku. Ciężko jednak pisać gdy w głowie miliony nieuporządkowanych myśli, wciąż uciekających w jedno miejsce do jednej osoby. Wybaczcie, ale napisze tak jak czuje, bez ładu, składu.. Oddaje sercu inicjatywę niech ono pisze za mnie..



Pamiętasz ostatnią niedziele przed Twoim wyjazdem do Katowic? W piątek napisałeś mi smsa.. "Piter przyjedziesz do mnie?" - przyjechałem. Siedzieliśmy przed domem ja na ławce z książką, a Ty po drugiej stronie w foteliku, próbowałeś zasnąć.. Przeczytałem kilka stron, bo widziałem i czułem, że cały czas patrzysz i mówisz do mnie oczami. Były w nich podobne uczucia do tych, gdy leżałeś sam jak palec w małej klitce po przeszczepie w klinice w Katowicach. Wtedy też mówiły Twoje oczy.. cieszyły się, że jestem... że mimo tego, że nie masz ochoty gadać.. jestem blisko, że mimo złości na cały świat moja obecność była dla Ciebie taka ważna..
Oczy mówiły: " Piter Braciszku ja się boję, walczę i robie wszystko przecież widzisz.. ".. mrugnąłem, że rozumiem.. wiem i jestem z Ciebie dumny! - kolejne spojrzenie.. "co ze mną będzie Piter? Nie chce do końca życia być taki bezradny" - nie będziesz obiecuję, już niedługo będziesz zdrowy!
"Piter dlaczego Niebo o mnie zapomniało, dlaczego nie jest choć trochę lepiej?" - nie zapomniało o Tobie, Dziadziu nie da Ci zrobić krzywdy, to całe Twoje cierpienie ma sens! Będziesz niezniszczalny jak w tym filmie, który oglądaliśmy - już jesteś! Pozbierają Cię w tej Szwajcarii a później obiecuję, rozliczymy się z nimi..
"Piter cieszę się, że jesteś..." - zawsze będę Brat, zawsze Braciszku jesteś dla mnie najważniejszy! "Chciałbym, żeby przynajmniej móc jeść żeby mieć siłę, by nabrać energii, nie poddaję się, ale co mam zrobić? Jeśli dalej tak mnie będą traktować nie dojadę do Szwajcarii, ja chce już tam być! Chce by się mną zajęli i postawili na nogi.. już. Piter nie ma czasu.." - patrząc w niebo pytałem.. dlaczego nie możesz mu odpuścić, Ty, który jesteś miłością, Ty który możesz wszystko, Ty, którego tak kochamy.. jedna rzecz mniej, jeden uśmiech w stronę Tomka, on tak niewiele potrzebuje, ufam Ci, że od tej pory podejście pod ten ogromny szczyt będzie łagodniejsze, ufam i wierze, że możesz sprawić by był zdrowy! Bo ja sobie nie wyobrażam, bo on jest całym moim światem, nadzieją i drogą, która nadaje sens.. jak ktoś mnie prowadzi do Ciebie Boże to właśnie mój Brat - K O C H A M GO! Powierzył Ci życie, cierpi jak najwięksi i znosi to jak bohater. Ty Ciągle go doświadczasz, a On ciągle odpowiada Ci miłością. Ma do Ciebie żal.. dziwisz się mu ?! On Cię kocha i czeka na Twoją rękę.. bo lekarze nie chcą mu pomóc..
"Piter..." - jestem, śpij spokojnie! Obiecaj mi, że ostatni raz spróbujesz, nie udało się do tej pory, ale jest nadzieja, będziesz silniejszy i na pewno wspólnie wyjdziemy na ten szczyt. Potrzebna Ci teraz asekuracja ale później zaczniemy schodzić.. powoli i odpoczniemy!



W niedziele napisaliśmy z Tomkiem list, nikt z nas nie wiedział, nie przypuszczał, że będziemy płakali czytając go i publikując. List powstał ponieważ, Tomek wiedział, że jest bardzo źle.. chciał tylko, żeby osoby, które miały go leczyć - leczyły! "Piter oni chcą się mnie pozbyć, jestem dla nich problemem.." Braciszek pojedziesz tam ostatni raz, musisz dostać jeść, żeby dojechać do Szwajcarii.. będziesz na siebie uważał, a ja stanę na głowie by załatwić byś mógł tam siedzieć ile będzie trzeba.. Głos mojego Braciszka, stał się jeszcze raz silniejszy, choć pisaliśmy wszystko wolno, choć Tomkowi lały się łzy, gdy wraz ze słowami listu widział.. jak kolejne szanse bez jego winy zostały zaprzepaszczone.. widział gdzie by był teraz gdyby wcześniej działali.. Zastanawiamy się do tej pory czy zrobiliśmy wszytko i zawsze będziemy mieli wątpliwości. Wszyscy! Ostatnie tygodnie gdy Tomek walczył, ja siedziałem na komputerze.. wpisywałem miliony haseł - terminami medycznymi, nazwiskami, kombinacjami, skojarzeniami.. Dokopałem się do wytycznych jakimi powinni kierować się lekarze, jak powinni leczyć.. Tomaszek pojechał do Katowic uzbrojony w wiarę, uzbrojony w nadzieje, która prowadziła do Szwajcarii, w której nigdy go nie widzieli, a w której oczekiwali go lekarze autentycznie interesujący się jego przypadkiem.. Pojechał uzbrojony w wiedzę jak powinno być, a nie jest, popartą dokumentami, przypadkami medycznymi, artykułami.. Pojechał tylko po to by jak najszybciej stamtąd uciec!!! Nie wyobrażacie sobie jakie targały nim uczucia gdy sam zdecydował się by się tam położyć... W życiu nie bał się tak niczego. Chciał tylko by podali mu leki, których nie zażywał, bo nie mógł, by zajęli się nim wcześniej niż we wrześniu, by jedzenie pozajelitowe dostarczyło mu energii niezbędnej w drodze do Bazylei.
Napisaliśmy list, usiadłem obok niego, wszyscy siedzieliśmy. Przytuliłem go mocno, oparłem głowę o jego czoło, poczuliśmy ulgę.. łzy zebrały się w moich oczach, a serce bolało. Jeszcze raz pomodliłem się w myślach.. ja tak bardzo pragnę by mój Brat był zdrowy, daj mi na siebie część tego ciężaru, chce mu go zabrać.. Trzymając rękę na jego głowie i prosząc jednocześnie Boga o zdrowie dla niego chciało mi się krzyczeć, do tej pory chce..........
Mój Brat nie był zwykłym człowiekiem, zwykłego człowieka nie żegnają tłumy, zwykłego człowieka nie kocha się tak jak jego, zwykły człowiek nie poda Ci ręki zawsze kiedy tego potrzebujesz - On podawał zawsze!
Pamiętacie film "K-PAX"? Tomek go uwielbiał. Teraz myślę, że On był przedstawicielem Nieba tutaj, innego wymiaru, który mogliśmy dotykać, koło którego byliśmy i którego doświadczyliśmy. Przyleciał tu na chwile by leczyć nasze serca, by leczyć nasze dusze, by dawać radość i się śmiać, by kochać i dawać miłość. Pokazał wszystkim jaką wspaniałą wartością i darem jest ŻYCIE! Pokazał, że ZDROWIE to rzecz bezcenna, o którą trzeba walczyć, zawsze się podnosząc. Jest moim największym bohaterem i autorytetem.. Ale był już taki za życia. Nie wiem czy znajdzie się ktoś komu nie odpisał na smsa, na maila, do którego się nie odezwał.. Przeżył to życie najlepiej jak się dało!!! nigdy nie zwątpił i nigdy się nie poddał. Ale powiem wam jeszcze jedno ON TAK BARDZO CHCIAŁ ŻYĆ DALEJ! BARDZO!!!!!

Teraz zastanawiam się gdzie jesteś Braciszku, zastanawiam się co robisz i czy brakuje Ci mnie, tak jak mi Ciebie.. Czekam na list od Ciebie, na telefon z Nieba. Nie oglądaliśmy jeszcze wszystkich "Housów", nie dostałeś ode mnie swojego ulubionego perfumu na imieniny, nie ucieszyłeś się z wycieczki, którą dla Ciebie planowałem... Widzisz ilu masz przyjaciół?! Ilu ludzi nie zapomniało o Tobie? Dla ilu czas tak jak dla mnie zatrzymał się w tym momencie gdy odszedłeś?



Wiele osób powie, tam w niebie jesteś szczęśliwy! Już się nie męczysz, nie cierpisz, odpoczywasz.. Wiele osób powie czas leczy rany i moje i Twoje! Powiem wam, że to wszytko na pewno jest prawdziwe.. jednak ja będę do końca życia pytał dlaczego...? A gdy rana przestanie kiedyś krwawić rwącym potokiem bólu, rezygnacji i smutku zostanie blizna, która wywoływać będzie wieczny uśmiech i pomagać przetrwać wszelkie zło!

Kocham Cię Braciszku! Obiecałem.. wiem, że obiecałem. Podaj mi teraz rękę i podnieś jak kiedyś.. spotkamy się już niedługo...



Powrót
Copyright gasior & druciu & sebek © 2006-2010